literatura

 

Autor: Mo Yan

Tytuł:  Obfite Piersi, Pełne Biodra.

Wydawnictwo W.A.B.

 

dodano 22 lutego 2013

 

Mo Yan to laureat literackiej Nagrody Nobla roku 2012, budzący jednak pewne kontrowersje. Nie z powodu osiągnięć literackich, na tym polu zarówno warsztat jak i wizja są nie do podważenia, zarzuty mają  charakter  moralno polityczny. Lecz zanim weźmiemy się do potępiania spójrzmy na  życiorys. Urodził się w 1956r  w Chinach,  tam mieszkał, dorastał, walczył o przeżycie, walczył o siebie. Większość  czasu tkwił w najgorszych latach komunizmu, wszechogarniającej indoktrynacji, będąc, jak i całe społeczeństwo pod ogromnym naciskiem  aparatu państwowego,  wszędzie i w każdym poszukującego wroga klasowego, oraz  agenta wrogich sił. O tym też mowa w książce. Z kształceniem się nie było tak różowo.  Autor, nie mając możliwości  podjąć nauki  na wyższej uczelni,  w wieku dwudziestu lat  zaciąga się do wojska,  czyli  jak oficjalna nazwa brzmi, do  Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, gdzie podąża  raczej ścieżką urzędnika niż wojownika.  Udaje mu się zahaczyć na stanowisku  kancelisty, następnie zostaje instruktorem politycznym, a później  oficerem propagandy.  Ułatwia mu to podjęcie w roku 1984 studiów na Wydziale Literatury Wyższej Szkoły Artystycznej i  rozpoczęcie działalności literackiej, trwającej  po dziś dzień. Lecz nie bądźmy tak pochopni w osądzaniu. U nas też, choć nie w ten sposób, ale drogi wielu powojennych literatów bywały wstydliwe. Chodzi o  tzw. podwójny debiut. Polegało to na tym, że w okresie stalinizmu,  kiedy jedynym dozwolonym kierunkiem w literaturze i sztuce  był realizm socjalistyczny, ludzie pióra gnani ogromnym wewnętrznym imperatywem twórczości wydawali dzieła pisane w tym stylu, chwalące ustrój. Później, po odwilży odwracali się od swej przeszłości, debiutując po raz drugi, tworząc  już w miarę wolną, choć nie tak do końca literaturę. Była to sprawa dla nich wielce krępująca, dotycząca choćby na ten przykład naszej wielkiej poetki Wisławy Szymborskiej.  
O tym teraz się nie mówi, zamiatając sprawę  pod dywanik.
Ale wróćmy do Moa Yana. Musimy pamiętać, że jednak jest on w innej sytuacji niż my obecnie,  gdyż w Chinach nadal  rządy sprawuje partia komunistyczna, choć z ludzką twarzą, ale zawsze jednak bardzo groźna. Twórca nigdy tak naprawdę do końca nie może być pewny, czy nie zostanie okrzyknięty wrogiem i skierowany do jakiegoś obozu reedukacji gdzie się ciężko pracuje. A „ Obfite Piersi i Pełne Biodra” to patrząc poprzez ten pryzmat książka odważna.  Opisuje dzieje chińskiej  chłopskiej rodziny od ostatnich wydarzeń przed upadkiem dynastii Mandżurskiej  w 1911 roku, aż po czasy współczesne. Trochę przypomina to „Cichy Don” Michała Szołochowa, gdyż i tu i tam ludzkie losy są mocno związane z przemianami historycznymi, mielone,  miażdżone żelaznymi kołami rewolucji. I tu są wielkie uczucia, ogromne namiętności, szczęście, które jest ulotne , krótkotrwałe. Trochę też pobrzmiewa okrucieństwem prozy  Jerzego Kosińskiego, choć u niego czuć pasję, a u Mo Yana przebija cicha rezygnacja ofiar przemocy, jakby nie widzieli ratunku, jakby nie mieli już żadnej nadziei.  Przebija ta niewiara nawet w  opisie zmian współczesnej chińskiej odwilży.
Losy, a także postać głównego bohatera często przybierają aurę groteskowości, kolorytu lekkiego surrealizmu często spotykanego w prozie iberoamerykańskiej, gdzie świat  ma czasami magiczny odcień.
Z innej zaś strony wydaje mi się że zarówno Władysław Reymont autor  „Chłopów”,  jak też Mo Yan zostali nagrodzeni  Noblem za podobną rzecz. Za realizm i naturalizm w obrazie kreślonego  świata obyczajów środowiska wiejskiego, za opisywanie  pewnych historii. W XIX w. dla zachodniej Europy  egzotyka polska była tak samo daleka jak  teraz egzotyka Dalekiego Wschodu.  Nadmieniam,  to nie jest żadna krytyka, to spostrzeżenie, niepozbawione zachwytu. Lecz tu nie chodzi tylko o egzotykę. Do tej pory nie mieliśmy jakiegokolwiek wglądu w życie,  w sposób myślenia ludzi Kraju Środka,  nie mieliśmy pojęcia co ich właściwie spotkało  i jak poprzez pryzmat  przeżyć  widzą teraźniejszość.
Na koniec;  spotykałem się z kilkoma artykułami,  czy też dyskusjami podczas audycji radiowych na temat  twórczości Mo Yana, powoływano się na różne jego dzieła, ale nigdy nie mówiono o  „Obfitych Piersiach i Pełnych Biodrach”. Czyżby był to przejaw pruderii?
Książkę gorąco polecam, jak do tej pory można ją nabyć w księgarniach Empiku.
P.G-W.

 

Autor: Jan Silberstorff

Tytuł:  CHEN. Zywe Taijiquan w klasycznym stylu

 

Jedyna jak do tej pory pozycja na polskim rynku  wydawniczym  dotycząca tylko stylu rodu Chen.
Zawiera interesującą opowieść o historii  i o stopniowym rozwoju samej sztuki, wraz z dokładnym opisem każdej formy, wzbogaconym poetyckimi nazwami poszczególnych ruchów.
Autor dość głęboko potraktował aspekt  teoretyczny, prowadzenia energii, filozoficznych podstaw.  Jest też cały rozdział poświęcony wpływowi  medycznemu ćwiczeń, zarówno  z  punktu widzenia leczniczego, jak też zapobiegania, oraz rehabilitacji pourazowej.
No i oczywiście rzecz bardzo rzadko traktowana  w  innych pozycjach ; sprawa zastosowań w  samoobronie . Często zapomina się, wysuwając na pierwsze  miejsce  motyw rozwoju wewnętrznego, że przecież Tai Chi to sztuka walki, a jest to system bardzo skuteczny. Tu trzeba zaznaczyć, że mistrz Jan był bodaj pierwszym na naszym gruncie nauczycielem , który wniósł do swojego programu realne zastosowania ruchów z form. Należy podkreślić jego wielkie zasługi, bowiem to właśnie on pomagał wyprowadzić styl z Chin i przekazać go całemu światu.
Książkę w szczególności polecam  uczącym się  Chenu, gdyż znajdą tam opis wraz z wyjaśnieniami  wielu ćwiczeń, które praktykują na treningach, a to, wiem z własnego doświadczenia, jest  naprawdę bardzo pomocne.
Teraz czas na pytanie gdzie ją można dostać? Bywała niegdyś w księgarni naukowej na ul. Podwale w  Krakowie, ale już jej tam dawno nie widziałem. Można się  pytać w księgarni Cud na Małym Rynku, ale najlepiej zamówić u nauczycieli naszej szkoły. Dopóki jest jeszcze nakład, możemy  ją ściągnąć.
P.G-W

 

Autor: Jou Tsung Hwa

Tytuł:  Droga Tai Chi

Wydawnictwo „Ravi”

 

Autor sam  osobiście się przekonał  o dobrodziejskim wpływie Tai Chi na zdrowie. Będąc wykładowcą matematyki  uległ pracoholizmowi, poświęcając cały czas działalności naukowej. W wieku trzydziestu siedmiu lat, mając na dorobku około trzydziestu  książek, co jest   wielkim osiągnięciem,  tak mocno podupadł na zdrowiu,  że lekarze uznali  jego chorobę za niemożliwą do wyleczenia metodami konwencjonalnymi. Wtedy, za poradą, skierował swoje zainteresowania w stronę Tai Chi i okazało się, że dolegliwości zaczęły zanikać, a nawet mógł  cieszyć  się niezłą kondycją.
Po przyjeździe do Stanów  Zjednoczonych zaczął nauczać  Tai Chi. Widząc braki na rynku księgarskim napisał podręcznik uniwersytecki dla ćwiczących tę sztukę. I tak oto mamy książkę. Omawia trzy style, Chen, Jang i Wu, ich historie, oraz nakreśla sylwetki mistrzów.
Poszerza ona naszą wiedzę, bowiem pragnę nadmienić, iż niezależnie o jakim stylu jest mowa, to zasady, filozofia i praca z energią chi  są zawsze jednakie, a nieco odmienne spojrzenie różnych szkół wzbogaca naszą praktykę. Chińskie przysłowie mówi:” prawdziwy mistrz z wielu dzbanów pijał”, tak więc i my pijajmy. Sięgając po pisma innych szkół zawsze znajdziemy  dla siebie coś interesującego.
Co ciekawe Jou Tsung Hwa przytacza omawiając  fragmenty starych, klasycznych traktatów o Tai Chi. Dla wielu osób będzie to pierwsze spotkanie z oryginalna literaturą Kraju Środka, a jeśli ktoś się rozsmakuje, może poszperać  pogłębiając znajomość szerokiego wachlarza  nurtów myśli związanych ze sztuką.
Książka czasami pokazuje się w Krakowie w księgarni naukowej na ul. Podwale, albo w księgarni Cud na Małym Rynku. Ale od roku  jej nie widziałem. Radzę poszukać w Internecie.

Dwie powyższe pozycje polecam jako doskonałe podręczniki wspomagające indywidualną praktykę. Na treningach wiele uwag czasami przepływa mimo uszu, wiele słów nauczycieli bywa niezauważanych, lub zapominanych. Czasami są problemy, których nie widzimy skupiając się w danym momencie na innych sprawach, czasami nie wiemy o co się spytać, lub pytać się krępujemy, a książka pozwala w skupieniu odkrywać karta po karcie niezmierzoną księgę  tajemnic Tai Chi.
P.G-W

 

Autor: Mantak Chia i Juan Li

Tytuł:  Tai Chi Chi Kung
Oficyna Wydawnicza „ABA”

 

Mistrz Mantak należy do tego kręgu ekspertów, którzy uważają, że nadmierne bogactwo  stylu może utrudniać wewnętrzne zrozumienie przemian energetycznych i duchowych. Sądzi,  że należy skupić się na jednej krótkiej formie powtarzając  ją wielokrotnie niczym  mantrę.
Niewiele w książce znajdziemy odwołań do zastosowań w  walce,  jest natomiast  świetnym przewodnikiem po ścieżkach świadomości i przemian energetycznych. Pomaga w zrozumieniu , oraz poprawie chi kungu, ucząc krok po kroku dróg poruszających się sił. Doskonale naświetla medytacyjną pozycję stojącą , siedzącą, a także koryguje postawy ruchów w formie,  oraz sam ruch. Interesujący jest poruszany przez niego niezmiernie delikatny, wspomagający naszą wrażliwość chi kung przemywania ścięgien i szpiku kostnego.
A wszystko jest wzbogacone  licznymi rysunkami.
Mistrza w  Tai Chi zachwyca wpływ sztuki na nas jako istoty ludzkie. Uświadamia, że doznania w czasie praktyki  pozwalają zauważać  coraz drobniejsze, coraz to liczniejsze  wzajemnie się splatające wpływy i powiązania, których  nigdy nie można lekceważyć , które są bliżej lub dalej ,a nawet  te,  znajdujące  się w niezmierzonej dali.  Wszystko stanowi jedność będącą w ciągłym ruchu, gdzie każdy czyn, każda myśl, każde uczucie nie pozostaje bez  wpływu. Wszyscy jesteśmy, niczym szamanistyczna oś świata  drogą łączącą  niebiańską  energię Jang z energią ziemi Jin.
O książkę można pytać się w księgarniach mających działy  ezoteryczne  lub  kulturoznawcze. Także zalecam antykwariaty i Internet. Pozycji  dawno nie widziałem , więc powodzenia w poszukiwaniach, bowiem  zdobyć ją warto.
P.G-W

 

Autor: Meir Shahar

Tytuł:  Klasztor Shaolin. Historia, religia i sztuki walki
Wydawnictwo Uniwersytetu  Jagiellońskiego
WWW.wuj.pl

 

Klasztor Shaolin owiany był zawsze mgiełką romantycznej legendy, tajemniczością mitu i egzotyką dalekiego wschodu. Prawdę mówiąc, to wiadomości mieliśmy raczej skąpe. Oparte na mniej lub bardziej trafnych artykułach, reportażach, czy też wspomnieniach , które niejednokrotnie były trochę  z jednej strony podkolorowane, a z drugiej niezbyt sięgały głębi  tematu. No i oczywiście filmy fabularne, bajecznie barwne, z szybką  akcją, lecz tak naprawdę daleko odbiegające od realiów.
Książka Meira Shahara to rzetelna pozycja naukowa naświetlająca historię klasztoru od momentu wejścia buddyzmu do   Chin i jego umiejscowienia się w społeczeństwie.  Lecz absolutnie różna od bardzo fachowych, ale często suchych, monotonnych prac. Tu spotykamy się z wartkim poprowadzeniem tematu, czytanym  często z zapartym tchem niczym powieść.
Zapoznajemy się z polityczną działalnością  klasztoru wobec poszczególnych dynastii, z jego wzajemnymi powiązaniami  z cesarstwem, i co z tego wyniknęło.  Znakomicie jest naświetlony  ewolucyjny rozwój  sztuki wojennej mnichów, od pierwszych broni,  po rozwój walki wręcz.  Wyłaniają się żywe postacie ludzkie, często trudne do okiełznania temperamenty, bynajmniej dalekie od archetypu cichego, współczującego wszystkim żywym istotom buddyjskiego  duchownego. Nie oburzajmy się więc na chrześcijańskich zakonnych rycerzy wypraw krzyżowych. Nie oni jedni i nie oni pierwsi.
Ciekawy też jest motyw powiązań tai chi  Chen z Shaolinem. Siedzibę rodu dzieliła bowiem od klasztoru  odległość zaledwie  sześćdziesięciu kilku kilometrów, co ułatwiało wzajemne krzyżowanie  wpływów.
Wyłania się też świat  tzw. ludzi  rzek i jezior, w Europie średniowiecznej  zwanych  ludźmi gościńca. Pośród tej przemieszczającej się z miejsca na miejsce bajecznie kolorowej  gromady kuglarzy, artystów, różnej maści wydrwigroszy , znajdowali się mistrzowie sztuk wojennych. Przez dłuższy lub krótszy czas gościli w klasztorze  z wzajemną korzyścią wymieniając doświadczenia. Bywało, że nieraz stacjonowała tam ich niezła grupka.
Książka ukazała się pod koniec ubiegłego roku w księgarni naukowej na ul Podwale w Krakowie, tam można się o nią pytać, jak też w księgarni uniwersyteckiej.
P.G-W

 

 

Autor:Jan Silberstorff

Tytuł:  Pchające dłonie. Bojowa strona Taijiquan.

Wydawca: ALFATON Mirosław Kądziela

 

dodano 20 listopada

 

Już nie pierwsza,  ale druga pozycja na polskim rynku traktująca o Tai Chi rodziny Chen, a zarazem druga książka mistrza Jana. Niby pisze o tym samym co poprzednio, ale nie tak samo, niby powiela problematykę, lecz tak naprawdę bardzo ją pogłębia. Prowadzi od początków, niby nic tam nowego, jednak jest to o wiele szersze spojrzenie. 
Co się stało? – ktoś może zapytać - czyżby mistrz zdecydował się zdradzać  do niedawna zakazane prawdy, uchylać rąbka  tajemnego przekazu?
Nie sądzę.
Jan Silberstorff, jak zresztą każdy z nas, rozwija się, jego wrażliwość, możliwość postrzegania, wiedza oraz mądrość przemyśleń rosną. To jest bardzo dobre zjawisko, bo gdy ktoś ciągle mówi,  myśli tak samo i to samo,  wtedy stoi w miejscu, lecz wszystko wokół idzie do przodu ,więc tak naprawdę cofa się.
Autor wiedzie nas jak poprzednio przez  13 podstawowych technik  i  5 kierunków , lecz tym razem kładzie większy nacisk na głębie ruchu,  siłę powiązań i  zmienności,  gdy jedno przechodzi w drugie. Podobnie jak w układzie dróg energetycznych w ciele człowieka ,czyli południków, koniec jednego jest początkiem drugiego, tak tu, ruch, kierunki wzajemnie przenikają się, przeplatają. Dzięki temu dążąc do tego samego celu wzajemnie wzmacniają się tworząc potężną siłę, siłę Tai Chi. Rzeczywiste zrozumienie tego, naprawdę poprawi naszą indywidualną praktykę.
Mistrz nie ogranicza się tylko do ruchu w formach, wychodzi dalej, widzi te same zjawiska i siły w życiu codziennym, we wzajemnych relacjach, powiązaniach. Otaczający świat codziennie, wielokrotnie usiłuje nas sięgnąć, naruszyć spokój naszej wewnętrznej prawdy, jesteśmy dokądś ciągnięci , gdzieś popychani, szarpani. I tu przekładają się zasady oraz sposób postępowania nabyty w ćwiczeniu pchających rąk.
Trzeba posłuchać tych sił, czyli nauczyć się je odpowiednio postrzegać i  zrozumieć. Następnie należy je odprowadzić tak,  aby ominęły nasze centrum,  nasz „ żółty dziedziniec”. I to jest tak naprawdę samoobroną, bo mało jest  prawdopodobne byśmy kiedyś musieli walczyć z kimś wręcz, ale codziennie jesteśmy poddani różnym presjom, siłom i sprawom, a od tego jak sobie z nimi poradzimy zależy komfort  naszego życia, a więc i jego długość.
Książkę można, jak do tej pory, nabyć tylko drogą internetową. Podaję adres: www.alfaton.pl,
alfaton@alfaton.com.pl

lub www.literacka.pl
P.G-W.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

KONTAKT | AKTUALNOŚCI | NAUCZYCIELE | TRENINGI | SEMINARIA

tai chi chencopyright 2010 Krakowska Szkoła Chen Taijiquan / Chen Tai Chi

World Chen Taijiquan Association
W O R L D
C H E N   T A I J I Q U A N
A S S O C I A T I O N
P O L A N D