Aspekt zdrowotny Tai Chi.

 

   Z reguły każdy, albo przynajmniej zdecydowana większość ludzi coś słyszała o Tai Chi, lecz czym w rzeczy samej jest, i jakie z uprawiania tej sztuki mogą płynąć korzyści, naprawdę niewiele osób zdaje sobie sprawę. Jedni uważają, że  jest to tylko jakaś gimnastyka chińska, inni znów sądzą, że medytacja, lub medycyna Dalekiego Wschodu. Wiele osób wie, że jest to sztuka walki. Wszyscy trochę mają racji i trochę się mylą, bowiem Tai Chi zawiera w sobie  wszystkie te aspekty, przy czym jeśli mówimy o medytacji  to raczej chodzi o wyciszenie, relaksację i spokojne skupienie umysłu na prowadzonych ćwiczeniach.
Wszystko zaczęło się mniej więcej w połowie XVII stulecia, kiedy generał Chen Wanting przeszedł na emeryturę i osiadł w Chenjiagou, rodzinnej miejscowości położonej w prowincji Henan. Tu trzeba nadmienić, że jest to najstarsze centrum rdzennej kultury i cywilizacji Kraju  Środka, tam zaczęło się wszystko. Musiał być wyjątkowym człowiekiem o rzadko spotykanym aktywnym umyśle nieznoszącym bezczynności, gdyż dość szybko zajął się tworzeniem nowego stylu walki. Oparł się nie tylko na technikach militarnych,  lecz też na aspekcie medycznym i wyciszającym. Ale nie działał w pustce, wsparł się na naprawdę starożytnej wiedzy.
Od zarania czasów, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że od  paleolitu człowiek obserwował otaczający go świat, także z dużym skupieniem siebie, swój organizm i to jak niektóre czynności na niego wpływają. Tak narodziła się sztuka  daoyin. Polegała na wykonywaniu ćwiczeń rozciągających ciało na wszelakie możliwe sposoby.  Zauważono istnienie dróg energetycznych zwanych meridianami, lub też południkami, oraz obecność na nich licznych bardziej wrażliwych punktów, z czasem używanych do akupresury i akupunktury. Stwierdzono, iż są one powiązane z organami wewnętrznymi i można za ich pośrednictwem na nie wpływać. Jednocześnie odkryto różne sposoby oddychania i ich ogromny wpływ na stan organizmu. Noszą one nazwę  tuna. W końcu połączono powyższe  dwa aspekty w jedno ćwiczenie oddechowo ruchowe zwane chi kung. Ta wiedza dała Chen Wantingowi podstawę dla tworzonej przez siebie sztuki ruchu. Często ludzie zadają pytania jak to możliwe, że Chińczycy dokonali tych odkryć, a my, europejczycy nie. Otóż oni po prostu mieli na to czas. U nich kultura i cywilizacja nieprzerwanym, niezaburzonym ciągiem szła od co najmniej neolitu aż po chwilę obecną. Nie było żadnych większych katastrof niszczących wcześniejsze osiągnięcia. U nas było inaczej. Występuje brak jednolitej kontynuacji. Od najstarszych dziejów nasz kontynent był zalewany przez kolejne fale etnicznie i kulturowo odmiennej ludności. Na ten przykład Indoeuropejczycy kompletnie wymietli wcześniejszą rdzenną ludność, a później kolejne fale przelewały się przez Europę. Germanie, Celtowie, Słowianie i Goci, którzy zniszczyli dorobek cywilizacji Grecko Rzymskiej spychając świat zachodni w mroki średniowiecza. Ziołolecznictwo i medycyna ludowa oparta na doświadczeniu pokoleń została zapomniana na skutek średniowiecznych przemian cywilizacyjnych, a przecież to one stanowią  fundamenty tradycyjnej medycyny chińskiej.
Chen Wanting tworząc Tai Chi był doświadczonym wojskowym zdającym sobie sprawę z kontuzyjności nagłego poddania organizmu ostremu treningowi, dlatego jego system zakłada powolne, stopniowe wdrażanie do wysiłku. W pierwszej kolejności na poziomie ciała wzmacnia mięśnie i ścięgna nóg, miednicy, stawów biodrowych.  Polepsza sposób poruszania, maleje zagrożenie upadkiem, jednocześnie wzrasta siła górnej części ciała, która też przecież pracuje. Wywołują to spokojne spiralne ruchy obejmujące swym zasięgiem od kostek nóg, aż po koniuszki palców rąk. Lekkie rozciągania we wszystkich kierunkach udrażniają meridiany, powodują mocniejszy przebieg energii, a przez do oddziałują na punkty akupunkturowe wywołując skutek  lekkiego masażu. Ma to z kolei wpływ na stan narządów wewnętrznych jamy brzusznej i klatki piersiowej. Taki efekt wypływa ze swoistego sposobu poruszanie się w Tai Chi. Jest to połączenie ruchów walczącego ptaka, w tym wypadku żurawia z ruchem jego przeciwnika węża. Konfrontacja tych dwojga jest częstym motywem chińskiego malarstwa zarówno sztalugowego, jak i ściennego, świątynnego. A więc ciało wykonuje wijące   ruchy, i rozciągnięcia rąk, chwilami występują szybsze, energiczniejsze strzepnięcia niczym uderzenia skrzydeł.
Nasze wewnętrzne dolegliwości nie biorą się znikąd, biorą się z życia, które już mamy za sobą, i z tego co wokół nas dzieje się obecnie. Każdy stres, każda przykrość, napięcie nerwowe,  nawet te z wczesnych lat odkładają się. Narządy jamy brzusznej, żołądek, śledziona, trzustka, jelita i wszystkie pozostałe, ulegają deformacji, przemieszczają, zaczynają działać nie tak jak potrzeba, zakłócać równowagę organizmu. Pojawia się choroba, bo przecież znakomita większość chorób ma podłoże psychosomatyczne. Czas odkłada się też w sercu, w zmniejszeniu drożności wieńcówek, w  aortach i żyłach stopniowo zamykanych złogami cholesterolu. Tai Chi może nie tylko spowodować zatrzymanie powyższego procesu, ale nawet cofnięcie się zastanych już stanów chorobowych. Trening prowadzony jest w pozycji stojącej. Jest ona najlepsza ponieważ jest naturalna dla postawy człowieka czynnego, działającego. Pozycja leżąca absolutnie nie jest zdrowa. Załóżmy, że najzdrowsza osoba położy się do łóżka i nie wstaje. Już po kilku miesiącach z pewnością nastąpi poważne zakłócenie czynności narządów wewnętrznych, a gdyby tak leżała dalej mogło by to się nawet skończyć śmiercią. Jesteśmy stworzeni do aktywności, i to właśnie ona jest dla nas dobra. Prowadzone spokojnie, rozluźnione ruchy Tai Chi powoli zmniejszają napięcia organów wewnętrznych, stopniowo przywracając je na swoje miejsce. Ich działalność znacznie się poprawia ponieważ lekko wijący, spiralny ruch ciała powoduje wzajemny masaż, aktywuje do sprawniejszego działania. Głęboki oddech  świadomie ćwiczony jako chi kung, od którego praktycznie zaczyna się każdy trening, asymiluje więcej tlenu rozprowadzanego coraz sprawniejszym krwioobiegiem. Udrażniany stopniowo układ krwionośny, poprawia stan serca i umysłu, pamięć staje się lepsza. Praca mięśni i sprawniejszy krwioobieg dostarczają poprzez naczynia włoskowate zdecydowanie więcej wapnia do kości, a to nie jest bez znaczenia przy zagrożeniu osteoporozą. Stają się one bardziej wypełnione, masywniejsze. Osoby ćwiczące nie powinny mieć z tym żadnych kłopotów, jak też ze stawami i kręgosłupem. Ruch Tai Chi jest nieinwazyjny,  likwiduje, a w wypadkach ciężkich poprawia zmiany zwyrodnieniowe stawów i dzięki wzmacnianiu ścięgien w ich rejonach może znacznie poprawić komfort życia. Jeśli chodzi o kręgosłup, to większość problemów polega na tym, że trzyma się on dzięki wspierającym go kolumnom mięśniowym. Zbyt siedzący tryb życia, telewizja i komputer osłabiają je, tracą zdolność wypełniania swojego zadania. Tu nie pomoże żaden lekarz ani tabletki, trzeba się ruszać, wzmocnić, a wijący ruch chińskiej sztuki jest jak najbardziej odpowiedni ku temu. Wąż, w szczególności jeśli chodzi o dusiciele, jeśli by się mu przyjrzeć w przekroju, biorąc pod uwagę jego grubość ma stosunkowo niewielki kręgosłup i żebra, o jego sile stanowią potężne mięśnie.
Z drugiej strony Tai Chi nie tylko oddziałuje na stronę fizyczną, ale także na stan umysłu, stan ducha. Z reguły jesteśmy pełni niepokoju. Ogarnia na smutek wspominając to co było, rozpamiętujemy nasze przeszłe nieszczęścia, bolejemy nad tym. Martwimy się też o przyszłość wypatrując różnorakich możliwych zagrożeń, choć tak prawdę mówiąc mogą się one nigdy nie pojawić, a istnieją powołane do życia  w naszych umysłach. Nawet jeśli coś złego nas kiedyś spotka, to w tej chwili zamartwianie się nic  nie pomoże, a jedynie szkodzi, bo pozbawiamy się sił. Kiedy zaistnieje problem to wtedy weźmy się z nim z bary, a nie traćmy energii teraz. Brak nam umiejętności radowania się tym co mamy tu i teraz, ciągle pozostając przytłoczeni zarówno przeszłością jak też przyszłością. Trening Tai Chi to wejście w stan tu i teraz, nie ma tego co było i tego co będzie. Przede wszystkim uspokajamy, wyciszamy umysł. To trudna sztuka, ale w czasie zajęć dość łatwa do osiągnięcia ponieważ skupiamy sie na własnej postawie, na tym co robimy, jak stoimy, jak się poruszamy, ponieważ Tai Chi to dosyć skomplikowana rzecz i naprawdę trzeba się skoncentrować.
Powoli rozluźniamy mięśnie, cięgna, nerwy, umysł, zaczynamy słyszeć siebie, odczuwać własne ciało. Odczuwać, że ono po prostu jest, słucha nas, i my stopniowo uczymy się je słyszeć, a nie tylko wtedy gdy go coś boli, gdy do nas krzyczy. Wyciszony umysł  łączy się ze zrelaksowanym, rozluźnionym ciałem, stajemy się jednością, nie dwoma antagonizmami. Trening to spokojny ruch, spokojny oddech wypełniający nas niespieszną przemianą energii. Po zajęciach czujemy się jakby trochę jaśniejsi, szczęśliwsi, jakby nam ubyło lat. Ale to nie żadna sztuczka, czy jakaś tam magia. Po prostu na ten wykrojony z rytmu dni czas wyłączyliśmy się, nasz umysł przestał się szarpać, po prostu odpoczął. Relaksując, wyciszając go doznajemy zwyczajnej ulgi i powoli zaczynamy uczyć się w ten sposób funkcjonować. Bo przecież tak naprawdę to my sami czasami jesteśmy swoim największym wrogiem tworząc napięcia i zawirowania złych, ciężkich myśli,  jakimi zabarwiamy świat, który widzimy. Niekoniecznie jest on taki mroczny i pełen nieznośnych ludzi, czasami jest  po prostu tworem naszej wizji, to my go tworzymy.
O niezwykłym  wpływie Tai Chi świadczy też wiele osób, których zdrowie zdecydowanie poprawiło się. Nie mogę z oczywistych powodów omawiać poszczególnych przypadków, ponieważ nawet nie wspominając o kim mowa, to i tak adepci naszej szkoły doskonale mogą rozpoznać te osoby. Ale mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć o zdecydowanej poprawie kondycji i siły fizycznej oraz  psychicznej. Ludzie mówią, że są spokojniejsi, mniej nerwowi, mogą więcej w życiu zdziałać, mają na to zapas energii.
Szczęśliwie złożyło się, że jedna z krakowskich uczelni prowadzi aktualnie badania nad wpływem Tai Chi na stan zdrowia pacjentów, którzy po ukończeniu 50-tego roku życia ulegli wypadkowi, co skończyło się wszczepieniem endoprotezy stawu biodrowego. Tak więc niedługo będziemy mieli wyniki oparte na naukowej, europejskiej metodologii.  Wcześniej badania nad wpływem Tai Chi  robiono  w Niemczech, i w niemieckojęzycznej literaturze można coś na ten temat znaleźć. Zaznaczam, że ich prace były ogólne, nie skierowane w stronę określonej grupy ludzi jak u nas. Ale zarówno tamte badania, jak i aktualnie przeprowadzane w Krakowie są pionierskimi. Nikt tak naprawdę nie przebadał zgodnie z zasadami zachodniej nauki wpływu Tai Chi, tak samo jak mało jest zbadana tradycyjna medycyna chińska. Mam nadzieje, że jest to początek badań zakrojonych na szerszą skalę. Jedno jest pewne: Chińczycy od stuleci przekonali się dzięki codziennemu praktykowaniu, że jest to dobre dla zdrowia i kondycji psychofizycznej, dlaczego więc i my nie moglibyśmy na ich wiedzy skorzystać? Cóż nam szkodzi spróbować?

 

P. G-W.

 

 

 

 

Krótka historia Tai Chi rodu Chen.

 

   Aby zapoznać się  z dziejami rodu Chen, trzeba zarysować  dość odległą sytuację polityczną Chin,  sięgającą czasów dynastii Sung władającej w latach 960-1127r n.e. Nie tyle interesują nas początki, ile końcowe dekady jej panowania. Nie udało im się utrzymać terytorium jakie odziedziczyli po poprzednikach. Ulegli naciskowi ludów koczowniczych napływających z północy. Ziemie leżące w środkowym i dolnym biegu Huang Ho, a więc rdzenne, macierzyste prowincje dawnych Chin, w tym Henan, o którym będzie mowa później, zajęli Kinowie. Tereny północno zachodnie lud Hia a północno wschodnie królestwo Liao. Chińskie Cesarstwo Sungów utrzymało się na południu w dorzeczu Jangcy Ciang. Nie była to taka znów klęska dla ludności zajętych terenów, gdyż najeźdźcy zaczęli asymilować się, oraz przyjmować kulturę i cywilizację  chińską, powoli przechodząc na osiadły tryb życia. Nie wiadomo jakby się dalej potoczyły dzieje, gdyby nie pojawienie się Mongołów pod wodzą Czyngis-Chana. Ci przeorali cały region. Lud Hia, który ośmielił się stawić opór wytrzebiono prawie doszczętnie, był to istny akt ludobójstwa. Kiedy Kinowie bronili się przed Mongołami, Sungowie w myśl zasady wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, weszli w porozumienie z Mongołami, a nawet wspomagali ich  w zdobywaniu miast swoją piechotą. Trudno powiedzieć, czy udało by się utrzymać niezależność i sojusz, ale wszystko zniweczył akt samobójczy ze strony chińskiej. Po skończonej wojnie, kiedy kawaleria  mongolska wycofała się ze zdobytych ziem w celu przegrupowania, wojska cesarskie wkroczyły i zajęły podbite terytoria Kinów. Chan uderzył  bezzwłocznie, armię chińską wyciął, cesarza wziął  do niewoli, a ostatni pretendent do tronu otoczony w jednej z zatok wraz z dworem i rodziną popełnił samobójstwo skacząc do morza.
Był to rok 1279. Tak zaczęły się rządy Dynastii Mongolskiej. Nie były one przychylne ludowi Państwa Środka.  Mogołowie nienawidzili ich i mieli wobec nich różne, lecz  zawsze wrogie plany. Chciano miedzy innymi wyciąć ludność, wyburzyć wioski i miasta, zniszczyć pola, a na ich miejsce rekultywować step, aby mieć gdzie wypasać konie. Wobec represji  zrodził się opór, który doprowadził do obalenia Mongołów w 1368r. i objęcia rządów przez chińską dynastię  Ming. Ci zastali kraj leżący w zupełnej ruinie z dużymi obszarami zupełnie wyludnionymi. Takim miejscem była prowincja Henan.  I tu po raz pierwszy pojawia się ród Chen. Nie wiadomo czy z własnej woli, czy też na rozkaz cesarza, przesiedlili się z prowincji  Shanxi do Henanu i zamieszkali w miejscowości  Chenjiagou, gdzie mieszkają do tej pory. Chenjiagou znaczy dosłownie „grób rodziny Chen”. Przywódcą klanu był wtedy Chen Bo, i jego uważa się za przedstawiciela pierwszego pokolenia, choć tak naprawdę ród jest, jak można wnioskować, o wiele starszy. Musiał to być  klan wojowników doskonale znających się na swym rzemiośle, gdyż jak donoszą kroniki wcześniej w regionie panował nieokiełznany  bandytyzm, a po ich przybyciu problem znikł. Można założyć, że kultywowali własną szkołę wojenną budowaną przez pokolenia. W tamtym okresie nie było tak rozwiniętej walki wręcz jak mamy dzisiaj, to dopiero późniejsze dzieje. Przede wszystkim praktykowano posługiwanie się szablą, mieczem, włócznią i halabardą, no i oczywiście łukiem. Czyli to, co było użyteczne na polu walki. Sztuka ręczna nie była tak popularna,  gdyż uzbrojony człowiek miał zdecydowaną przewagę.
Ród mieszkał spokojnie w Chenjiagou i jak widać dalej, byli to raczej wojownicy niż spokojni uprawiacze roli, bowiem w XVII wieku pojawia się znamienita postać generała Chen Wantinga żyjącego w latach 1597-1664, zaliczanego do 9-tego pokolenia. Służył  dynastii Ming pod koniec ich panowania. Na szczęście dla siebie, na kilka lat przed  upadkiem ostatniego cesarza z tego rodu, co miało miejsce w 1644r., wycofał się z czynnego życia, czyli innymi słowy przeszedł na emeryturę,  inaczej z pewnością dałby gardła. Następna dynastia, tak zwana Mandżurska,  nie ma istotnego wpływu na dalsze dzieje klanu  Chen,  gdyż ten najwyraźniej wycofał się z działalności państwowej. Można przypuszczać, iż nie chcieli służyć obcej narodowościowo dynastii, tym bardziej, że były dość ostre tarcia między tamtymi a rdzennymi chińczykami. Stąd nasuwa się wniosek, iż Chenów cechował  patriotyzm. Będąc daleko od zawieruchy politycznej generał trochę się nudził, pisał pamiętniki, lecz w końcu jego umysł zaprzątnęły dość istotne sprawy, zajął się tworzeniem od podstaw nowatorskiego stylu walki. Otóż w jego ręce dostała się księga chińskiego stratega generała Qi Jiguanga, który żył w latach 1528-1587. Opisuje ona główne kierunki i metody walki różnymi broniami, techniki ręczne, taktykę oraz strategie. Ale nie tylko, traktuje także o odpowiednim prowadzeniu życia, odżywianiu, kładąc duży nacisk na wewnętrzną pracę energii w celu osiągnięcia nieśmiertelności. Tu przebija modny kierunek taoistyczny, mający na celu osiągnięcie nieśmiertelności poprzez odpowiednie ćwiczenia i spożywanie tajemnych mikstur. Tajemne mikstury i dążenie do nieśmiertelności ród Chen sobie darował, w każdym razie nic takiego do nas nie dotrwało, ale sztuka chi kungu, czyli ćwiczeń oddechowo ruchowych prowadzenia energii chi została włączona do kanonu. Drugim dziełem które bardziej posłużyło Chen Wantingowi do rozwoju wewnętrznego jest „Huang ting nei wai yu jing jing” taoistycznej mniszki  Wei Huacun. Co tłumaczy się mniej więcej jako: „Klasyk żółtego dziedzińca o wewnętrznym i zewnętrznym jadeitowym krajobrazie”. Żyła ona w latach 251-334r.n.e. Te dwa dzieła spowodowały, że tai chi ma w sobie równowagę strony wewnętrznego rozwoju z rozwojem zewnętrznym, zawiera zarówno techniki walki jak i taoistyczne podejście do ćwiczeń. Oparte jest na prowadzeniu energii chi drogami zwanymi meridianami poprzez punkty akupunkturowe. Twarde jang Qi Jiguanga połączyło się we współpracy z kobiecym miękkim jin Wei Huacun, jak jest to przedstawione na graficznym, kolistym symbolu. W ten sposób powstała pełnia płynnej równowagi nowo stworzonej sztuki, a metoda walki została złączona z aspektem zdrowotnym. Tak powstało Tai Chi, które początkowo zwało się „pięść rodu Chen”.
Wanting oprócz zestawu technik i charakterystycznego wewnętrznego  do nich podejścia opracował ćwiczenia  can si gong, czyli rozwijanie jedwabiu i pchające ręce jako wprowadzenie do aplikacji. Co charakterystyczne, dzięki nim można dojść do niezłej wprawy w walce bez ryzyka kontuzji, tak nękających adeptów stylów zewnętrznych. Stworzył pięć form ręcznych, jedną długą 108-mio ruchową i paochui, czyli formę „uderzeń eksplodujących”. Ale to wszystko nie powstało z niczego, generał nie tworzył w pustce. Sześćdziesiąt cztery kilometry na południowy zachód działał i nadal działa klasztor Shaolin, kilka kilometrów na południe na drugim brzegu Huang Ho leży miejscowość Sishui, też ośrodek  systemów walk, gdzie żył i tworzył genialny XVIII wieczny praktyk i teoretyk Wang Zongyue, około siedemdziesiąt kilometrów na zachód jest Luoyang, a trochę dalej na wschód Kaifeng znane ośrodki czynne aż do XIX wieku. W tym samym czasie, kiedy Chen Wanting tworzył swoją sztukę walki wręcz, także w Shaolinie po raz pierwszy położono nacisk na ręczne techniki, które z czasem stały się dominujące w wyszkoleniu. Jak widać zupełnie zmieniało się wcześniejsze podejście. Ta zbieżność nie może być przypadkowa, tym bardziej że znawcy tematu wielokrotnie podkreślali istotne podobieństwa systemu Tai Chi z metodą  Shaolinu,  choć często towarzyszyły temu dosyć burzliwe dyskusje, i sądzę towarzyszyć nadal będą.
W każdym razie Chen Wanting niezaprzeczalnie był twórcą systemu Tai Chi i od niego wywodzą się wszystkie inne style takie jak Yang, Wu, W’u, Sun czy Zhaobao. Nie jest wykluczone, że już sam protoplasta miał uczniów spoza swojej rodziny, ale najbardziej znana jest historia powstania odmiany Yang. Otóż działo się to za czasów Chen Changxinga, przedstawiciela 14-stego pokolenia, żyjącego w latach 1771-1853. Różne są wersje tej historii, ale według Jana Silberstorffa rodzina Chen w tamtych czasach miała aptekę w miasteczku Yongnian w prowincji Hebei. Poniekąd świadczy to o dosyć dużej,  prężnej  działalności klanu  nie tylko w swojej stolicy, ale też w odległych nawet miejscowościach, słowem rozwijali się energicznie. Zresztą  Yongnian jest do tej pory siedzibą rodów  Yang i Wu. Służący jednego z krewniaków, właściciela tejże apteki, niejaki Yang  Luchan przybył do Chenjiagou, gdzie dalej pracował w tym zawodzie. Jego zachwyt stylem Tai Chi był tak wielki, a entuzjazm tak widoczny, że  Chen Changxing przyjął go jako bezpośredniego ucznia, tj. takiego, któremu poświęca się znaczną uwagę i bierze się za niego odpowiedzialność,  wtedy oznaczało to przyjęcie do rodziny. Honor trzeba przyznać niemały. Obecnie niestety trochę się to skomercjalizowało. Yang Luchan uzyskał u Chenów wielkie uznanie i kiedy opuszczał ich był uważany za mistrza. W swoich wędrówkach trafił do Pekinu, gdzie zaczął zarabiać na  życie  dawaniem lekcji,  ponoć nawet wśród urzędników dworu cesarskiego. Można uznać, że od niego zaczęło się nauczanie komercyjne, poza kręgiem własnego rodu. Jego śladem poszli inni nauczyciele, i tak zaczęło się szerokie propagowanie Tai Chi. Ktoś mógłby zarzucić komercjalizację i jakby rozwodnienie stylu. Ale spójrzmy na to z innej strony, gdyby nie on i jemu podobni najprawdopodobniej nic byśmy o Tai Chi nie wiedzieli, ot, gdzieś tam w Chinach było by kultywowane jako jedna z wielu rodzimych tradycji. Yang Luchan z czasem, na bazie własnego rozwoju i doświadczeń, zmienił swoją sztukę, stała się łagodniejsza, pozbawiona wybuchowych uderzeń i gwałtownych przyspieszeń.
Na postać Chen Changxinga nie można patrzyć tylko poprzez pryzmat historii z Yang Luchanem. Jest on przede wszystkim i nade wszystko wielkim reformatorem, który swoim widzeniem sztuki ukierunkował ją aż po nasze czasy. Siedem pierwotnych form  Chen Wantinga połączył w dwie, które teraz znamy jako  laojia yilu i laojia erlu, określanych jako korzeń stylu, lub inaczej Stary Styl. Przez następne stulecia Tai Chi rodu Chen powoli zmieniało się. Właściwie nie wiemy jak wyglądało pierwsze wykonanie form, ponieważ każde pokolenie trochę je modyfikowało, udoskonalało wzbogacając o własne doświadczenia i rosnące, budowane na wiedzy  pokoleń coraz bardziej subtelne wyczucie. Nie można zarzucić,  że ktoś odchodził od tradycji, ponieważ sztuka która nie doskonali się jest tylko martwym powtarzaniem, natomiast zachowała się główna, pierwotna zasada, na której wznoszona jest piramida Tai Chi.
W pierwszej połowie XX wieku działał spadkobierca stylu, przedstawiciel 17-stego pokolenia, Wielki Mistrz Chen Fake (1887-1957). W 1928 przeniósł się do Pekinu, gdzie pozostał do śmierci. Ułożył i rozwinął dwie nowe formy:  xinja yilu i xinja erlu, zwane Nowym Stylem. Sama ich struktura oparta jest na laoji i trochę ją przypomina, tylko że ruchy są bardziej skomplikowane, spiralne, pełne okrężnych prowadzeń. Aby ją ćwiczyć, trzeba być już nieźle wspartym na laoji. Chen Fake cieszył się sławą wielkiego wojownika, nie unikał walk i dużo ich stoczył nie przegrywając żadnej, czym zasłużył sobie na przydomek „Niezwyciężonego”. Chociaż ponoć jako dziecko był cherlawy i nie wróżono mu sukcesów, a nawet przedstawiciele starszyzny  biadali, że to pokolenie nie będzie miało żadnego znaczącego mistrza, to jednak dzięki wytrwałej pracy osiągnął wielką biegłość. Żył w dosyć ważnym dla sztuk walk okresie czasu. Mianowicie na przełomie XIX i XX stulecia Chiny znajdowały się pod silną penetracją państw kolonialnych zajmujących spore terytoria, spychających chińczyków do roli obywateli drugiego gatunku. Wprowadzano trochę na siłę chrześcijaństwo, które starało się  wyprzeć kulturę kraju, dając w zamian własną teologię i własne struktury. Claude Levi-Strauss, znany kulturoznawca zauważa w swej książce „Smutek Tropików”, że tam gdzie przeszli misjonarze nie było już co badać. Wywołało to bunt zwany Powstaniem Bokserów, mający charakter powstania narodowego w obronie Cesarstwa i tradycyjnych wartości. Ogromną rolę grały stowarzyszenia parające się różnymi stylami walki, tak bardzo mające zaufanie w siłę swoich umiejętności,  że czasami wręcz wierzono we własną odporność na kule przeciwnika. Spotkało ich wielkie rozczarowanie, gdyż w starciu z mniejszymi liczebnie oddziałami wojsk mocarstw zachodnich uzbrojonych w nowoczesną broń palną ponieśli sromotną klęskę. Podważyło to realne militarne  znaczenie umiejętności walki wręcz i tradycyjnymi broniami, zaczęło wkradać się zwątpienie i wydawać by się mogło, iż niepraktyczna dziedzina odrzucona, popadnie w zapomnienie. Jednak tak się nie stało, bo przecież dosyć duża grupa ludzi z tego żyła. Znaleziono rozwiązanie w ten sposób, że dostrzeżono w ćwiczeniach form walki inne wartości, a mianowicie aspekty rozwoju osobistego, oraz walory zdrowotne, co łączyło się z chińską tradycyjną medycyną. Dostrzeżono piękno ruchu nie tylko fizycznego, ale też energetycznego,  powstała Sztuka Kung Fu.  Do tej pory traktowana jako bardzo praktyczne rzemiosło, od tego momentu uzyskała status wyższej wartości, stanowiącej istotny element kultury Kraju Środka.

Chen Fake miał dwóch synów, Chen Zhaoxu i Chen Zhaokui. Obaj byli słynnymi mistrzami, przy czym z tym pierwszym ojciec miał nieco kłopotów, bowiem w młodości zachwycił się muzyką i zupełnie odszedł od ćwiczeń. Do tego stopnia podupadł, że raz zaatakowany przez mistrza innego stylu nie odniósł sukcesu. Kiedy załamany przyszedł do ojca, ten rozgniewany, silnym uderzeniem wyrzucił go na szczyt muru. Tak przynajmniej mówią przekazy. Od tej chwili porzucił instrument  i oddał się wytrwałemu treningowi,  a następnie  rewanżując się, zwyciężył  tamtego w walce. Do muzyki już nie wrócił.
Chen Zhaoxu jest ojcem obecnego Wielkiego Mistrza, Strażnika Stylu Chen Xiaowanga, który urodził się  w 1946r w  Chenjiagou. Tu znów trzeba nakreślić szerszy rys historyczny, aby mieć świadomość, w jak okrutnych czasach żyli. Od lat trzydziestych do 1946r kraj był areną nieustannej krwawej wojny z Japonią i jednocześnie pomiędzy Kuomintangiem Chiang Kai-sheka, a Komunistyczną Partią  pod wodzą Mao Zedonga. Pomiędzy 1946 a 1949 rokiem rozegrała się wielka krwawa rozgrywka, zwana rewolucją, między tymi dwoma ostatnimi stronami, co skończyło się ostatecznym zwycięstwem komunizmu.  Kuomintang ostał się tylko na Tajwanie, który przez Pekin został ogłoszony zbuntowaną prowincją. Wtedy zaczął się długoletni dramat. Władza, która nastała okazała się być ślepą na realną sytuację i realne potrzeby kraju. Każdą dziedzinę życia, w tym przede wszystkim gospodarkę, ekonomię traktowano jako politykę i jej podporządkowano dosłownie wszystko. Przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych to okres akcji rządu pod nazwą Wielkiego Skoku. Nie licząc się z charakterystyką gospodarki poszczególnych rejonów, ukształtowaniem terenu, czy klimatem, nie zwracając zupełnie uwagi na wcześniejsze struktury, możliwości i tradycje gospodarcze, narzucono z góry co i ile ma się uprawiać, hodować czy produkować, nie ważne czy był to kraj górzysty, równinny czy bagienny.  Wychodząc z założenia, że rozkazem płynącym z góry można przymusić ludność do większej produkcji, rozpasano się w planowanej centralnie gospodarce. Na przykład w rejonie, gdzie można było hodować tylko bambus i wyrabiać z niego doskonały papier, co też od stuleci z powodzeniem czyniono, polecono wyciąć zagajniki i posiać ryż. Skończyło się to katastrofą ekologiczną, czyli nic nie wyrosło a ziemia uległa erozji. Taki sam los spotkał pomysł, by każde gospodarstwo wytapiało w dymarkach żelazo, sądząc, że  tym sposobem Chiny wyrosną na potęgą w dziedzinie metalurgii. Uzyskane bardzo niskie jakościowo wytopiny zalegały później bezużytecznie w centralach poszczególnych prowincji. Ale do stolicy słano wspaniałe raporty zupełnie niezgodne ze stanem faktycznym, zawyżając produkcję przemysłową i rolniczą zgodnie z oczekiwaniami Partii. Aby nic nie mogło zaciemnić radosnej wizji zlikwidowano Centralny Urząd Statystyczny. Jeśli by ktoś spróbował powiedzieć prawdę, zginąłby szybko pod zarzutami kontrrewolucjonizmu, defetyzmu i bycia agentem wrogich  imperialistycznych sił.  Rząd oczywiście, opierając się na raportach, ściągał zaplanowaną ilość produktów rolniczych, na skutek czego w prowincjach na potrzeby ludności oraz pod  następny zasiew pozostawało naprawdę niewiele. Tak narodził się Wielki Głód, który zebrał tysiące istnień ludzkich, dochodziło nawet do aktów kanibalizmu. Najgorzej było w prowincji Henan, gdzie żyli  Chenowie, ponieważ gubernator był najgorliwszym wykonawcą woli Partii.
Ledwo ustało to szaleństwo, nastąpiło inne. W 1966 roku Wielki Sternik Mao Zedong zapoczątkował trwającą do chwili jego śmierci w 1976r Rewolucję Kulturalną. Polegała na tym, że tak zwane masy miały wziąć sprawy w swoje ręce, wdrożyć nieśmiertelne myśli wodza zawarte w czerwonej książeczce, zniszczyć starą kulturę, aby nastała nowa, komunistyczna. Przy tej okazji wszędzie szukano i widziano wrogów klasowych. Potężne  grupy szczutych młodych bojówkarzy były wożone po całym kraju, robiąc dosłownie czystki. Ich ofiarą padła większość góry partyjnych działaczy, o co tak naprawdę Wodzowi chodziło, oraz innych ludzi jak właścicieli nawet niewielkich kawałków ziemi, małych straganów czy warsztatów, a także struktury rodowe, wszystko było zabronione, w tym uprawianie sztuk walki. Nie tylko mistrzowie, ale też adepci padali ofiarami represji. Nie były one lekkie. Na porządku dziennym były pobicia, w tym śmiertelne i wykonywanie na miejscu wyroków śmierci. Nie trzeba było żadnych dowodów, wystarczyło było przypiąć komuś łatkę wykrzykując, że jest lokajem kapitalistów, agentem burżuazji  i już było po nim. W takich okolicznościach zniknął Chen Zhaoxu. Nigdzie nie znalazłem jakiejkolwiek wzmianki na temat jego śmierci i nikt nie chce o tym mówić. Jak  wielki zatem nadal panuje strach?! Nic dziwnego, gdyż pomimo zmian i reform nadal rządzi Partia. Sądzę, że potrzeba w Chinach jeszcze wielu przemian i naprawdę dużo czasu, aby można poznać co zdarzyło się w Chenjiagou za czasów Mao Zedonga, bo przecież było tam wszystko co reżim nienawidził i co chciał wymazać, a więc własność ziemska, struktura rodowa z poszanowaniem starszyzny, sztuka walki i nie maoistowska myśl filozoficzna.
Chen Xiaowang obecnie mieszka w Australii. Ma stały i ścisły kontakt z ojczyzną, jest uznany przez rząd jako „skarb państwowy Ludowej Republiki Chin”. Jego wielką zasługą jest, że wyprowadził Tai Chi Chen  poza granice, rozpropagował na całym świecie. Corocznie on i jego syn Chen Yingjun odbywają swoiste tourne po całym świecie nauczając,  w tym także w Polsce. Wiosną Wielki Mistrz prowadzi tygodniowe seminaria w Myślenicach, a jego syn Yingjun w lipcu w Lanckoronie, przyjeżdżają też inni mistrzowie z rodu Chen. Nie potrzeba więc kosztownej podróży do dalekich Chin, tu, na miejscu możemy zasięgnąć nauki u samego źródła.
Sztuka Tai Chi Chen nadal stale się zmienia, rozwija, co świadczy o żywotności stylu. Gdyby tak nie było, nie byłoby Tao, nie byłoby drogi, wędrówki, całej poetyki poszukiwań tego, co może być za następną górą.

 P.G~W.                                                                                                                                                         

 

 

 

TAIJIQUAN I QIGONG,
holistyczna metoda samoregulacji

 

Uwolnij od stresu swój umysł i ciało.
Nie wahaj się uwierzyć w swoje możliwości.
Zaufaj naturze.

 

Rozwój cywilizacji spowodował oderwanie człowieka od natury. Gubiąc naturalne proporcje między tym, co "cielesne" i "duchowe", przestaliśmy w dużej mierze odbierać sygnały przekazywane nam przez organizm. Oddzielając umysł od ciała, odeszliśmy od naturalnej równowagi, zapewniającej nam pełnię zdrowia. Nie doceniając tego, jak głęboko i nierozerwalnie jesteśmy związani z otaczającym nas światem, nie tylko nie korzystamy z dobrodziejstw łączności z naturą, ale staliśmy się też bezbronni wobec negatywnych wpływów otoczenia. Tempo i sposób życia, nawarstwianie się trudnych do rozwiązania problemów, stały się dla wielu z nas źródłem długotrwałego stresu.

 

Oparta na energetycznej wizji świata chińska, holistyczna koncepcja człowieka i przyrody proponuje drogi powrotu do łączności z naturą, które można odnaleźć w tradycyjnych metodach terapeutycznych Państwa Środka. Wśród bogatej gamy metod wchodzących w skład tradycyjnej chińskiej medycyny takich jak: akupunktura, akupresura, ziołolecznictwo czy masaż, znaczące miejsce zajmuje Qigong oraz Taijiquan.

 

Qigong (chi kung) to system ćwiczeń wykorzystujący tezę o ścisłej współzależności umysłu i ciała jako jednego wspólnego pola działania dla energii życiowej Qi (chi). Qi to energia wypełniająca nas i cały wszechświat. Gong to „praca”, „trening”, „wytrwałość”, termin odnoszący się do umiejętności, której opanowanie wymaga wysiłku i czasu. Qigong to zatem trening, nauka związana z Qi, wymagająca wysiłku i czasu.

 

Taijiquan (tai chi chuan) jako sztuka samoobrony posiada także charakter zdrowotny. W tym aspekcie sekwencje ruchów taiji harmonizują i wzmacniają, podobnie jak w Qigong, energię życiową Qi.

 

Taijiquan i Qigong to systemy ćwiczeń, które, dla uzyskania naturalnego i skutecznego wpływu na ćwiczącego, wykorzystują najważniejsze aspekty człowieka jako psychofizycznej jedności.

 

Koncepcja psychofizycznej jedności mówi, że pomiędzy takimi elementami jak emocjonalność, świadomość, narządy wewnętrzne, mięśnie, narządy ruchu, oddychanie, panuje stan równowagi dynamicznej, gdzie bodźce negatywne i pozytywne przebiegają nieustająco. Równowaga ta pozostaje w ścisłym związku z harmonijnym krążeniem Qi w nas i naszym otoczeniu. Jeżeli równowaga się utrzymuje, człowiek jest zdrowy, sprawny i w pełni wydajny.

 

Wystarczy jednakże, że w obrębie jednego elementu, np. emocjonalności (pod wpływem długotrwałych bodźców stresujących) zachwiana zostaje równowaga, zaburzenie przenosi się na pozostałe elementy naszej skomplikowanej "układanki". Na polu świadomości może dojść na przykład do obniżenia sprawności myślenia. Długotrwałe bodźce negatywne powodują podwyższenie napięcia mięśniowego, szczególnie mięśni antygrawitacyjnych, czyli niezbędnych do utrzymania prawidłowej postawy ciała. Przeciążone nadmiernym napięciem mięśnie mogą powodować zaburzenia ruchomości stawów, a nawet ich zmiany chorobowe. W takiej sytuacji zmniejsza się także stymulacyjny wpływ mięśni na układ krążenia oraz układ dokrewny. Zaburzeniu ulega również proces oddychania, oddech staje się przyspieszony i spłycony.

 

Czy możemy sobie pomóc?
Czy możliwe jest pobudzenie naturalnych mechanizmów samoregulacji? Taijiquan i Qigong mogą stanowić propozycję kompleksowego oddziaływania na poszczególne elementy, z równoczesnym budowaniem harmonijnego i wzmocnionego przepływu energii Qi.

 

Jak ćwiczymy Taijiquan i Qigong?

 

Systematyczne ćwiczenia mogą pomóc w usunięciu:

Metoda jest bezpieczna, gdyż oparta jest na ruchach naturalnych oraz wykorzystuje naturalne możliwości naszego umysłu. Jest łagodna i stopniowa, dlatego na rozpoczęcie ćwiczeń nie jest nigdy za późno. Wbrew obiegowym opiniom praktykowanie Taijiquan czy Qigong nie jest trudne, gdyż podstawowe i najważniejsze reguły ćwiczeń są proste i jasne. Wystarczy tylko przyjąć aktywną postawę względem własnego zdrowia i możliwości jego poprawy. Wystarczy pielęgnować i rozwijać własne naturalne możliwości. Energetyczna wizja człowieka może się wydawać skomplikowana, warto jednakże wspomnieć, że wyrosła ona z kilku tysięcy lat obserwacji i doświadczeń. W oparciu o taki model chińscy terapeuci i lekarze stosują metody skuteczne w leczeniu większości chorób i dolegliwości.

D.R-C.

 

KONTAKT | AKTUALNOŚCI | NAUCZYCIELE | TRENINGI | SEMINARIA

tai chi chencopyright 2010 Krakowska Szkoła Chen Taijiquan / Chen Tai Chi
projekt i kodowanie designelle.pl

World Chen Taijiquan Association
W O R L D
C H E N   T A I J I Q U A N
A S S O C I A T I O N
P O L A N D